Wyniki wyborów prezydenckich 2010
Wybory prezydenckie 2010 odbyły się kilka miesięcy przed terminem i przebiegały w szczególnych okolicznościach. Po tragicznej śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem, spodziewanego kandydata PiS w tych wyborach, do wyborczej rywalizacji przystąpił jego brat Jarosław. W tej sytuacji zamiast – jak oczekiwano – łatwego zwycięstwa kandydata PO, walka między oboma głównymi rywalami była dość wyrównana, a wynik wyborów nie był tak oczywisty, jak początkowo sądzono.
Frekwencja wyborcza
W ostatnim badaniu CBOS przed wyborami prezydenckimi, realizowanym na tydzień przed pierwszą turą, udział w nich zapowiadało 78 procent dorosłych Polaków. Rzeczywista frekwencja była aż o 23 punkty procentowe niższa od deklarowanej; 20 czerwca do urn poszło niemal 55 procent uprawnionych do głosowania. Po upływie blisko miesiąca od pierwszej tury wyborów o udziale w nich zapewniało 66 procent ankietowanych, a więc o 11 punktów więcej, niż faktycznie poszło do urn.
Deklaracje dotyczące uczestnictwa w głosowaniu – zarówno sprzed wyborów, jak i powyborcze – różnią się znacznie od faktycznych zachowań Polaków. Deklaracje czynione po wyborach są bliższe prawdy niż przedwyborcze zapowiedzi. Przed wyborami część osób deklaruje udział w głosowaniu w dobrej wierze, jednak z przyczyn obiektywnych nie udaje się jej zrealizować swoich planów. Rozbieżność między faktycznymi zachowaniami wyborczymi a składanymi po wyborach deklaracjami można wyjaśniać swego rodzaju poprawnością obywatelską, która nakazuje badanym nie przyznawać się do – ich zdaniem – niewłaściwych zachowań, a do takich zaliczyć można absencję wyborczą.
Podobnie było w przypadku uczestnictwa w drugiej turze wyborów prezydenckich. Do urn poszło nieco ponad 55 procent uprawnionych do głosowania, podczas gdy w powyborczym badaniu swój udział w nich deklarowało ponad 68 procent.
Kto poszedł do wyborów?
Podobnie jak w przypadku innych głosowań, w lipcu 2010 roku z prawa wyborczego w najmniejszym stopniu skorzystali ludzie młodzi – od 18 do 24 roku życia (58 procent z nich deklaruje, że wzięło udział w drugiej turze wyborów) oraz w wieku 25-34 lata (54 procent). Liczniej niż przeciętnie do lokali wyborczych udali się badani powyżej 45 roku życia, szczególnie wielu wyborców było wśród osób mających od 55 do 64 lat (79 procent).
Stosunkowo najczęściej w wyborach uczestniczyli mieszkańcy miast liczących od 101 tysięcy do 500 tysięcy ludności (78 procent) i większych (76 procent), najrzadziej zaś mieszkańcy najmniejszych miast, nieprzekraczających 20 tysięcy ludności (55 procent).
Tradycyjnie już deklaracje udziału w wyborach wiążą się ze statusem społeczno-ekonomicznym. Do urn poszło więc – według własnych deklaracji – 61 procent respondentów z wykształceniem podstawowym, 57 procent z zasadniczym zawodowym i 84 procent mających wyższe wykształcenie. Wśród osób najgorzej sytuowanych (o miesięcznych dochodach do 500 zł na głowę) udział w ostatnim głosowaniu zadeklarowała ponad połowa (57 procent), podczas gdy wśród najlepiej sytuowanych (o miesięcznych dochodach powyżej 1500 złotych na głowę) do urn poszła zdecydowana większość (81 procent).
Do lokali wyborczych najliczniej udali się ci, którzy przynajmniej raz w tygodniu uczestniczą w praktykach religijnych (75 procent), najmniej chętnie zaś głosowali w ogóle niepraktykujący (56 procent).
Na kogo głosowali?
Nieścisłości wynikające z deklaracji częściowo niezgodnych z rzeczywistymi zachowaniami dotyczą nie tylko frekwencji, ale także poziomu poparcia dla poszczególnych kandydatów. Rozbieżności między deklaracjami a faktycznymi zachowaniami przy urnach pokazują, że wyborcy chętnie przyznają się do głosowania na Bronisława Komorowskiego, natomiast mają tendencję do ukrywania poparcia dla Jarosława Kaczyńskiego. Głosowanie na Bronisława Komorowskiego deklaruje 59 procent wyborców z drugiej tury, a zatem o 6 punktów procentowych więcej, niż faktycznie uzyskał on w wyborach. Z kolei do udzielenia poparcia Jarosławowi Kaczyńskiemu przyznało się 37 procent wyborców – o 10 punktów mniej niż w rzeczywistości otrzymał on w drugiej turze.
Rozbieżności między faktycznym wynikiem wyborów a składanymi po głosowaniu deklaracjami zaobserwować można przy okazji każdych wyborów. Zwycięzca wyborów (kandydat na prezydenta czy też partia polityczna w przypadku wyborów parlamentarnych) zwykle otrzymuje w sondażach wyższe poparcie niż to, które faktycznie uzyskuje w głosowaniu.
Profil społeczno-demograficzny wyborców obu głównych rywali w wyborach prezydenckich dość znacznie się różni. Elektorat Bronisław Komorowskiego był młodszy, bardziej wielkomiejski, lepiej wykształcony i sytuowany. Z kolei Jarosław Kaczyński uzyskał ponadprzeciętne poparcie wśród ludzi starszych, mieszkańców wsi i małych miast, osób z wykształceniem podstawowym i zasadniczym zawodowym oraz respondentów gorzej sytuowanych.
Wybór, na kogo głosować, był w znacznym stopniu wyborem światopoglądowym. Czynnikiem, który w większym stopniu niż wymienione wyżej cechy położenia w strukturze społeczno-demograficznej określał decyzje wyborcze, była religijność. Im częstsze deklaracje udziału w praktykach religijnych, tym wyższe poparcie dla Jarosława Kaczyńskiego i odwrotnie – słabsza religijność sprzyjała głosowaniu na Bronisława Komorowskiego.
Istotne znaczenie dla decyzji osób głosujących w drugiej turze miały także deklarowane poglądy polityczne. Kandydat PO zyskał poparcie zdecydowanej większości zwolenników lewicy (80 procent) i przeważającej części osób określających swoje poglądy polityczne jako centrowe (65 procent). Z kolei kandydat PiS wygrał wśród osób identyfikujących się z prawicą (53 procent).
Poszerzanie elektoratów
Przed drugą turą wyborów często stawiano sobie pytanie o możliwości poszerzenia elektoratu przez obu kontrkandydatów, przejęcia głosów polityków, którzy odpadli już z wyborczej rywalizacji, i przyciągnięcia nowych wyborców. Jak pokazują wyniki wyborów, w większym stopniu udało się to Bronisławowi Komorowskiego. Mniej niż dwie trzecie jego elektoratu z drugiej tury stanowią osoby, które poparły go także w pierwszej turze. Pozostali to w większości wyborcy innych kandydatów, przede wszystkim Grzegorza Napieralskiego. Z kolei w elektoracie Jarosława Kaczyńskiego jego zwolennicy z pierwszej tury stanowili blisko trzy czwarte ogółu. Liderowi PiS w drugiej turze udało się raczej pozyskać głosy wcześniej niegłosujących, niż skłonić wyborców innych kandydatów do udzielenia mu swojego poparcia.
Głosowanie negatywne
Podejmując decyzję, na kogo oddać głos, wyborcy kierują się różnymi przesłankami. Nie zawsze pierwszoplanowym motywem jest sympatia i uznanie dla popieranego kandydata, niekiedy ważniejsze staje się niedopuszczenie do wygranej nielubianego przez siebie polityka. Większość uczestniczących w drugiej turze deklaruje, że oddała głos na danego kandydata, ponieważ chciała, aby to właśnie on objął urząd prezydenta. W przypadku 29 procent wyborców głosowanie miało charakter negatywny, czyli było motywowane niechęcią do jednego z kandydatów.
Głosowanie negatywne miało istotniejsze znaczenie w przypadku wyborców Bronisława Komorowskiego. Ponad jedna trzecia osób deklarujących, że w drugiej turze poparła kandydata PO (36 procent), kierowała się nie tyle przekonaniem do jego kandydatury, ile niechęcią do Jarosława Kaczyńskiego. W przypadku wyborców kandydata PiS tego rodzaju motywacja odgrywała znacznie mniejszą rolę – dotyczyła niespełna jednej piątej z nich (18 procent).
Na partię czy na osobę?
Zdecydowana większość głosujących w drugiej turze (71 procent) deklaruje, że podejmując decyzję, kogo poprzeć, kierowała się przede wszystkim osobą kandydata, a nie jego partyjną przynależnością. Niemniej jednak odsetek wyborów, którzy brali pod uwagę głównie rekomendację partyjną, jest całkiem spory (27 procent).
Mogłoby się wydawać, że głosowanie na osobę powinno odgrywać większą rolę w przypadku elektoratu Jarosława Kaczyńskiego, ponieważ po śmierci Lecha Kaczyńskiego był on naturalnym i dla wielu jedynym kandydatem PiS na prezydenta. Jednak deklaracje wyborców obu kandydatów dotyczące tego, czy głosując kierowali się raczej zaletami osobistymi kandydata czy też rekomendacją partii, którą reprezentowali, niemal się od siebie nie różnią. Raczej na partię niż na osobę wyraźnie częściej głosowali wyborcy, którzy kierowali się w większym stopniu niechęcią do jednego z kandydatów niż poparciem dla jego kontrkandydata, w przeciwieństwie do tych, którzy oddali głos na wybraną osobę z pełnym przekonaniem.
Przyczyny absencji wyborczej
Duża grupa niegłosujących (ogółem 40 procent) tłumaczy nieobecność przy urnach względami obiektywnymi, niezależnymi od ich woli, wskazując, że nie tyle nie chcieli, ile nie mogli głosować. Najczęściej jako powód absencji wyborczej podawano pracę lub wyjazd poza miejsce zamieszkania (23 procent), nieco rzadziej – zły stan zdrowia (17 procent).
Deklaracje pozostałych respondentów wskazują, że rezygnacja z udziału w głosowaniu to w dużej mierze wyraz dystansu do polityki w ogóle. Swoją wyborczą absencję bowiem wyjaśniają oni najczęściej brakiem zainteresowania polityką (22 procent). Mniej osób tłumaczy nieuczestniczenie w głosowaniu niedostosowaniem oferty wyborczej do oczekiwań, stwierdzając, że żaden z kandydatów, którzy przeszli do drugiej tury, nie miał odpowiedniego programu (14 procent). Pewną rolę w decyzji o niegłosowaniu odegrał także brak poczucia podmiotowości obywatelskiej. Więcej niż co dziesiąty niegłosujący (11 procent) deklaruje, że nie poszedł na wybory, ponieważ – jego zdaniem – pojedynczy głos niczego nie zmieni, nie ma wpływu na wynik wyborów.
Stosunkowo małe znaczenie dla absencji wyborczej miała chęć wyrażenia dezaprobaty sposobu rządzenia w naszym kraju – tylko nieliczne osoby (6 procent) potraktowały wybory prezydenckie jako okazję do zaprotestowania przeciwko temu.
Reakcje na wynik wyborów
Wybór Bronisława Komorowskiego na urząd Prezydenta RP wzbudził na ogół pozytywne reakcje społeczne. Najwięcej osób (42 procent) opisuje swoje odczucia po wygranej kandydata PO jako zadowolenie. Wyraźnie mniej (15 procent) przeżywało to wydarzenie silniej, wyrażając radość z wyboru Bronisława Komorowskiego.
Spośród emocji negatywnych najwięcej osób doświadczało obawy (16 procent) i rozczarowania (14 procent) rezultatem wyborów. Na wygraną Bronisława Komorowskiego bez emocji zareagował niemal co czwarty dorosły Polak (24 procent).
Źródło: Po wyborach prezydenckich, CBOS, Warszawa, sierpień 2010, na podstawie wyników badań przeprowadzonych w dniach 8-14 lipca 2010.
28 marca 2011
